poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Wiosna oczami Kornelii

Teraz wiosna już pełną parą, ale jeszcze dwa tygodnie temu trzeba było dobrze patrzeć, żeby ją zobaczyć.

Oto, co wypatrzyła Kornelia :)



I moje ulubione zdjęcie :)


Kornelia ma 10 lat, dwójkę młodszego rodzeństwa, a jej rodzice mają duże gospodarstwo rolne (uprawiają między innymi truskawki i choinki :)).
Lubi mieszkać na wsi, choć lubi też miasto.

(ed)

wtorek, 17 kwietnia 2018

W Gablitz o związku prawdy z Ty

Na zaproszenie dr. Herberta Limbergera mówiłam w Gablitz, miejscu pracy i zamieszkania Ferdynanda Ebnera (15 min. jazdy samochodem z Wiednia) z okazji 99 rocznicy publikacji jego Fragmentów pneumatologicznych o perspektywach badania związku prawdy z Ty.




Już od dłuższego czasu żyjemy w sytuacji kryzysu kategorii prawdy. Zresztą z prawdą zawsze wielu miało kłopoty: ich kulminację przeżywamy obecnie w postaci deflacjonizmu (stwierdzenia, że za kategorią prawdy nie stoi nic istotnego i spokojnie można się jej pozbyć) czy kariery post-prawdy (słowa roku 2016 wg redaktorów słownika oksfordzkiego).

Czy rzeczywiście w praktyce jesteśmy w stanie obyć się bez prawdy? A więc de facto bez przeciwstawienia prawdy i fałszu?

W drodze powrotnej z Gablitz przeczytałam tekst amerykańskiego historyka Timothy'ego Snydera opartego na jego książce On Tyranny. Snyder - z właściwymi Amerykanom pragmatyzmem i zwięzłością - daje dwadzieścia lekcji, które można albo trzeba wyciągnąć z dziejów XX wieku. Skromnie rozpoczyna: "Nie jesteśmy mądrzejsi od Europejczyków, którzy widzieli przejście demokracji w faszyzm, nazizm czy komunizm. Nasza przewaga polega na tym, że możemy się uczyć z ich doświadczeń".

Dziesiąta lekcja brzmi: "Believe in truth".

Sądzę, że obecna chwila w historii kategorii prawdy to jest chwila, w której trzeba związać prawdę z Ty.

Serdecznie dziękuję dr. Limbergerowi oraz gminie Gablitz za zaproszenie, wszystkim osobom, które przesłały mi informacje na temat polskich publikacji o Ebnerze, dr Joannie Zausze za to, że podzieliła się ze mną swoją refleksją nad sprawą typologii wypowiedzi, mieszkańcom Gablitz za sympatyczne przyjęcie, dr Ilse Somavilla za interesujące rozmowy o Ebnerze i Wittgensteinie, a dr. Przemysławowi Zientkowskiemu za pomoc w zorganizowaniu wyjazdu.

(ed)

sobota, 7 kwietnia 2018

Dziecięcej inicjatywy nie gaście c.d. - sukces!

Nawiązując do poprzedniego posta: w wietrzne piątkowe popołudnie (6.04) spotkaliśmy się z dziećmi z bloków przy Kartuskiej w Chojnicach i ich mamami. Dzieci bawiły się w bazie, którą same założyły sobie w krzakach, używając kamieni i desek. Pewnie robiły tak, bo chciały. Dzieci zawsze lubiły budować bazy i schrony, i tak pewnie zostanie. Te z Kartuskiej miały jednak w piątek ograniczony wybór. Plac zabaw przy bloku został bowiem z dnia na dzień zamknięty z powodu... remontu.

Dzieci z Kartuskiej będą miały wyremontowany plac. W bonusie dostały ważną, choć surową lekcję na temat chojnickiej (tylko?) rzeczywistości. Władza reprezentowana przez prezesa Towarzystwa Budownictwa Społecznego w obcesowy sposób odrzuciła petycję złożoną przez dzieci proszące o remont placów zabaw. Następnie zaś (pod wpływem mediów?) władza ten remont rozpoczęła.

Czego w ten sposób uczą się dzieci? Chyba tego, że władza odrzuca dialog, ale jest podatna na presję. To przykra wiedza, ale pokazująca, że działanie jest możliwe. Sukces jest możliwy. Trzeba tylko mieć inicjatywę i determinację. W to wietrzne popołudnie słuchając o tym, co planują mamy z Kartuskiej, w czym fundacja może im pomóc, a także patrząc na dzieci budujące swoją bazę, jesteśmy spokojni. Im inicjatywy i determinacji nie brakuje.

środa, 28 marca 2018

Dziecięcej inicjatywy nie gaście

Dzieci z chojnickiego osiedla zebrały podpisy i napisały do TBS z prośbą o remont placów zabaw. Ich list potraktowano jako anonim i manipulację. Uważamy, że nie powinno się deptać inicjatyw i niszczyć zaufania dzieci. Chcemy pomóc.

Tyle mówimy o społeczeństwie obywatelskim i tzw. kapitale społecznym. Zewsząd słychać ubolewanie, że tak mało go w Polsce mamy. Bywa jednak, że ten kapitał zaczyna się akumulować. Jak pisze "Czas Chojnic" (nr 12/821), dzieci (średnia wieku siedem lat) z kilku bloków napisały petycję, w której poprosiły o remont placów zabaw. Zebrały ponad 30 podpisów, niektóre pisane jeszcze drukowanymi literami.
Artykuł w "Czasie Chojnic" (12/821) autorstwa Moniki Niemczyk

Co na to adresat, prezes Towarzystwa Budownictwa Społecznego? Trzeba zacząć od tego, że nie wierzy, iż pismo powstało z inicjatywy dzieci. Uważa je raczej za "wykorzystywanie dzieci do załatwienia spraw dorosłych". Ponadto stwierdza:
- To pismo, podpisane dla dzieci, jest dla mnie anonimem, a na anonimy nie odpowiadam.
Zostawmy na boku absurdalną tezę, że plac zabaw jest sprawą dorosłych, a nie dzieci. Być może podejrzenia pana prezesa są słuszne. Być może ma rację, gdy radzi, żeby mieszkańcy szukali pieniędzy gdzie indziej. Ale co jeśli racji nie ma? Z niesmakiem po domniemanej manipulacji można żyć. Można też przeboleć pieniądze wydane na mniej pilne potrzeby. Ale zniszczonego zaufania dzieci, które zostaną odrzucone ze swoją inicjatywą i niesłusznie oskarżone, nie da się tak łatwo odbudować. Być może w ogóle.
I jak w takiej sytuacji ten upragniony kapitał społeczny ma się budować? Jeśli nie tylko pieczołowicie nie podtrzymujemy każdego zarzewia dziecięcej inicjatywy, ale wręcz je brutalnie gasimy?
P.S. Jako Fundacja Zarzewie deklarujemy gotowość i chęć pomocy inicjatorom pisma. Również w pozyskiwaniu środków.
(td)

wtorek, 13 marca 2018

O Platonie i Arystofanasie oraz o miłości w chojnickiej bibliotece

Artur Schopenhauer kiedyś napisał, że filozofowie prawie się nie zajmowali miłością, bo przecież (cytuję z pamięci) nie można na poważnie brać Platona opowieści z Uczty. Moim zdaniem miał rację w tym pierwszym, ale nie w tym drugim. Miłość zasadniczo się filozofom wymknęła. Platon jednak próbował się z nią na poważnie mierzyć. Jaki był wynik?

Kiedy w wieku nastoletnim po raz pierwszy przeczytałam Ucztę, słabo znając jeszcze greckie obyczaje (uczty na leżąco, mowy ku chwale różnych osobistości czy bóstw), niezbyt wiele z niej zrozumiałam. Dwie rzeczy zrobiły na mnie jednak już wtedy duże wrażenie - choć nie wiedziałam dlaczego. 

Platońska droga stopni miłości z jej finałem w postaci oglądu samego piękna:
"Więc kto od kochania chłopców zaczął, jak należy, a wznosząc się ciągle wyżej już […] [samo] piękno oglądać zaczyna, ten stanął prawie u szczytu. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości […]: od […] pięknych ciał z początku człowiek się ciągle ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch [tzn. zauważa, że nie tylko jedno ciało jest piękne, ale są także inne piękne], a od dwóch do wszystkich pięknych ciał, a od pięknych ciał do pięknych postępków, od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie; tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna poznaje. […] Gdybyś to piękno kiedy ujrzał, nie myślałbyś go porównywać z klejnotami, szatami czy pięknymi chłopcami [...]"

Dla samego Platona ten ogląd pozostał zagadką:
"O tym, na czym naprawdę mi zależy (...) nie ma i nie będzie żadnego mego pisma, bo nie jest to (...) jak matematyka i nie da się ująć w słowa. Ale gdy długo zmagałeś się z rzeczą, nagle w duszy zapala się jak gdyby światło..."

I opowieść występującego w Uczcie (bo Uczta to jak inne teksty Platona dialog) Arystofanesa o tym, że dzisiejsi ludzie kiedyś byli parami pozrastani, ale ponieważ byli zbyt potężni, Zeus ich poprzecinał:
"Więc każdy z nas jest jak kupon od biletu całego, bo każdy powstał, niby ryba płaszczka, wraz z kimś drugim z jakiejś dawnej jednej istoty. Toteż zawsze każdy z nas swego kuponu szuka [...] A jeśli kiedy taki czy jakikolwiek inny człowiek przypadkiem znajdzie swą drugą połowę, wtedy nagle dziwny na nich czas jakiś pada, dziwnie jedno drugiemu zaczyna być miłe, bliskie, kochane [...]".

Tyle Platon.

W chojnickiej Bibliotece Miejskiej zastanawialiśmy się z dziećmi, dlaczego ludzie w sobie się zakochują, czytaliśmy opowiadanie o Janku i Zosi z Filozofa bez brody, którzy myśląc nad tą rzeczą, także trafili na Ucztę Platona i opowiadanie Arystofanesa. A oto prace dzieci, przedstawiające dawnych ludzi Arystofanesa. 








Opowiadanie pobudziło wyobraźnię dzieci zwłaszcza do namysłu nad większymi możliwościami tych dawnych ludzi. Zostaliśmy z myślą, że trudno jest wskazać konkretne powody, dla których ludzie się w sobie zakochują, chociaż pomaga, jak ktoś jest fajny, ładny, wysportowany, bogaty albo jak się na tego kogoś (przypadkiem) wpadnie. 
Może te trudności z wyjaśnieniem miłości sprawiły, że filozofów szybko przestała ona zajmować. Trudno im było zazwyczaj - inaczej niż Platonowi - wytrzymać w obliczu zagadki.

Warsztaty filozoficzne nawiązują do Chojnickich Dni Tischnerowskich i odbywają się dzięki wsparciu Urzędu Miejskiego w Chojnicach przy współpracy pań z oddziału dziecięcego biblioteki. Dziękujemy również portalowi chojnice.24 za rozpowszechnianie informacji o zajęciach :).

Informacje o kolejnych spotkaniach w bibliotece (także na fb i na stronie internetowej).

(ed)

czwartek, 22 lutego 2018

"Gadatliwa niezdolność" rozmowy

Co to jest autentyczna rozmowa? Autentyczne spotkanie? Autentyczne bycie razem? Zwyczajnie na co dzień.

I dlaczego wszystkie te rzeczy mają, ni mniej, ni więcej tylko moc leczącą? Nie tylko ducha, czasem nawet ciało (ile bólów kręgosłupa, spiętych karków, niewytłumaczalnych bólów brzucha?).

Czy nie z braku autentycznego bycia razem gubimy się w życiu? Tracimy z oczu jego sens? I w efekcie odechciewa nam się żyć? Nawet jeśli jesteśmy tzw. "dobrymi ludźmi", robimy (zwyczajnie, fizycznie) dużo dla innych. Dlaczego ktoś pod koniec swego życia może je z przygnębieniem podsumować: "byłem za dobry", zaraz potem wypowiadając swój "głód miejsca na prawdę"? 

"Miejscem na prawdę" jest autentyczna rozmowa.

Może łatwiej będzie nam to wszystko zrozumieć, jeśli przyjrzymy się temu, co robimy, jeśli z jakichś powodów nie umiemy naprawdę ze sobą być, to znaczy m.in. u w a ż n i e  słuchać.
(Wiem, wiem, powiecie, że czasem się nie da: jak ktoś nas wyzywa, obraża itd., ja sama mam za sobą zerwane znajomości, którym nie podołałam; nie widzę jednak innej drogi).

Ebner pisze:

Takie Ja, które byłoby już jedynie [...] Ja wypowiadającym siebie i tylko siebie [...] takie Ja, które nie mogłoby [...] uczynić siebie „zagadniętym”, „słuchaczem słowa”, przestałoby już być tym, czym jest i powinno być: Ja. Przestaje ono być, „wy-bywa” - mimo całej  n a t a r c z y w e j  demonstracji swego „Ja jestem”. Ten właściwy temu Ja „brak Ty”, ta „g a d a t l i w a  niezdolność zagadnięcia Ty”, ta jego „Ja-centryczność”, negująca jego pierwotną i istotną „Ty-centryczność”, jest stanem [...] [tych] którzy [...] wcale nie muszą zaprzestać nadużywania każdego człowieka z ich otoczenia jako  ś c i a n y, posiadając w jej echu swoją świadomość Ja i samoświadomość – której inaczej nie posiadaliby w ogóle. 
(F. Ebner "Problem mowy i języka", tłum. K. Skorulski, z maszynopisu przekładu, podkreślenia moje.) 

 


Ja dla Ebnera w relacji do Ty (i  t y l k o  w niej) jest realnością duchową, to znaczy w świecie natury Ja w ogóle nie istnieje. Jeśli traci zdolność do relacji, "wy-bywa", zanika. Wówczas czasem próbuje ratować się "gadatliwością", zwykle o sobie, żeby sobie udowodnić, że jeszcze jest. Tu jednak nie ma ratunku.

Proszę nie czytajcie tego tekstu jako obojętnej diagnozy. Czytajcie go jako wyraz troski, głębokiego zmartwienia.

(ed)