środa, 15 kwietnia 2020

Czego brakuje w edukacji online? Albo o otwieraniu się na siebie w relacji nauczyciela i ucznia

Od połowy marca jesteśmy - my, nauczyciele, rodzice i dzieci - w bardzo dziwnej sytuacji. Tę dziwną sytuację stosunkowo łatwo jest opisać: siedzimy w domach, nauczyciele przekazują dzieciom online treści i zadania (na różne sposoby: w formie wykładów, w formie spotkań na skype albo zoom albo czymś jeszcze innym, albo w formie obrazowo-pisemnej - możliwości jest naprawdę dużo, internet obfituje w dobre materiały). Łatwo tę sytuację opisać, a mimo to trudno przewidzieć, jakie będzie ona miała skutki.Owszem, dla wielu osób w Polsce edukacja domowa - realizowana przez rodziców - nie jest niczym nowym. To nie jest jednak ta sytuacja: w edukacji domowej rodzic od początku do końca jest nauczycielem z wyboru. W naszej obecnej sytuacji dzieci i rodzice są nieprzyzwyczajeni do tego układu ról; zwłaszcza rodzice nie wybrali roli nauczyciela dobrowolnie. Skąd jednak konieczność objęcia roli nauczyciela przez rodziców, skoro nauka odbywa się online?

Twierdzę, że edukacja online - nie tylko w naszej obecnej sytuacji - z pewnego ważnego względu nie zastąpi zwykłej nauki w osobistym - cielesnym - kontakcie dziecka z nauczycielem. I nie dotyczy to tylko dzieci w wieku przedszkolnym (tu rzecz jest oczywista); dotyczy także młodzieży, w przypadku której mogłoby się wydawać, że edukacja online jest ok. Ten wzgląd, o który mi chodzi, można opisać tak: dziecko i młody człowiek jako pełne osoby chłoną świat całym sobą, wielowymiarowo, przede wszystkim w działaniu, wartościowaniu i odczuwaniu ("to jest ciekawe", "to jest smaczne", "to się nadaje do czegoś", "to mi się podoba" itd.). To sprawia, że nauka nie jest tylko "wkładaniem do głowy treści" (dobrze wiemy, że dziecko, kiedy się rodzi, nie jest tabula rasa, Locke się mylił). Czy w edukacji online to wszystko jest możliwe (nawet w spotkaniach na zoomie)?

By Was przekonać, o jak poważną sprawę chodzi, przytaczam fragmenty tekstu Edith Stein, filozofa i pedagoga-praktyka. Jako filozof-fenomenolog Stein zajmowała się różnymi sprawami, ja jednak cenię najbardziej jej badania nad stosunkiem między wyrazem (gestami, mimiką itp.) i uczuciami. Ich wyniki zawarła ona przede wszystkim w swojej wczesnej książce "O zagadnieniu wczucia" (polski przekład z 1988 r. moim zdaniem jest do poważnej korekty).

Edith Stein była uczennicą i asystentką Husserla, potem została karmelitanką, zginęła jako Żydówka w Oświęcimiu.
Fragmenty są o relacji między nauczycielem a uczniem z jej późniejszej książki (ostatecznie zatytułowanej "Byt skończony a byt wieczny"; praca miała być podstawą jej habilitacji - habilitacja nie doszła do skutku, bo Stein była kobietą i nawet jej nauczyciel, Husserl, był z tego powodu przeciwny jej staraniom u uzyskanie stopnia). Ten fragment pozwala posmakować pisania Edith Stein w jego najlepszym wydaniu :)


"Wszelkie wzajemne obcowanie osób ludzkich opiera się na cielesnym wyrażaniu życia wewnętrznego ('wyrażanie' trzeba tu brać w znaczeniu najszerszym, oznaczające każde dobrowolne czy mimowolne uzewnętrznienie). Ale cielesny wyraz jest bramą, która prowadzi do wnętrza [...]. W rzetelnym stosunku ucznia do nauczyciela uczeń nie bierze od nauczyciela tylko tego, co wyrażają słowa nauki, niezależnie od życia osobowego mówiącego. Same słowa, ton mowy, mimika - [...] wszystko, co obejmujemy terminem 'wyraz' - pozwala uczniowi wejść w osobowe życie nauczyciela, w nieznany mu dotąd świat ducha. I tak przeżywa on cudze życie, jest nim wypełniany i kształtowany i w granicach swych zdolności i woli przyjęcia - przemienia je we własne istnienie [...]. Może się to dokonać w różny sposób i z rozmaitym skutkiem. Samodzielny, śmiały i żądny wiedzy umysł podchodzi do innych ludzi jak zdobywca. Stara się zawładnąć ich światem duchowym, wziąć z niego, co mu odpowiada, i dzięki temu wzrastać. Co mu zaś nie odpowiada, odrzuca. Inaczej duch słaby o małej żywotności; daje on wbrew swej woli się porwać i zawładnąć przez życie silniejsze. Może on być przez nie niesiony bez osobistego zaangażowania i bez rozwijania go w skierowaniu na siebie. Może też zostać przez nie przytłoczony i niezdolny do rozwoju życia własnego."

Tutaj nasuwa się pytanie. W oczywisty sposób Stein nie pokazuje w tym miejscu różnorodności charakterów i przede wszystkim wrażliwości, a tylko wyróżnia dwa typy dla przykładu. Są przecież także po prostu duchy wrażliwe, choć wcale nie słabe. Pytanie nasuwa się takie: jak działać, by "duch słabszy" nabrał sił albo odnalazł w sobie siłę. Może tworząc przestrzeń bezpieczeństwa emocjonalnego i szacunku (m.in. przez poważne traktowanie obowiązujących zasad i pokazanie, że sam nauczyciel nie jest - mimo swego wyjątkowego statusu - z ich stosowania wyłączony)? Także szacunku dla chwilowych ograniczeń? Czy to wystarczy?

Stein pisze dalej tak:

"Oczywiście rodzaj i miara przyjęcia zależy nie tylko od przyjmującego, lecz także od dającego; od tego, czy daje on skąpo, czy też pozwala bez ograniczeń czerpać ze swej wiedzy, z osobistej postawy, siły i właściwości; i czy jego udzielenie siebie jest zdobywaniem drugiego człowieka, czy [...] oddaniem."

Co to znaczy tutaj "dawać skąpo"? Wydaje mi się, że skąpo daje ten, kto nie jest autentycznie przekonany do tego albo autentycznie zainteresowany tym, czego uczy. Dziecko czuje, że w tym, co dostaje nie ma głębi, i nie wierzy. A jeśli nie wierzy, to nie przyjmuje...
I druga zasadnicza rzecz: "zdobywanie albo oddanie". O co właściwie chodzi? Chodzi moim zdaniem o to, kto jest w centrum uwagi tzn. czy nauczyciel koncentruje się na sobie (jaki jest mądry, ile wie, na podziwie, jaki chce wzbudzić albo też np. na swoich lękach) czy na dziecku (czy potrafi patrzeć na dziecko, jak na kwiat, który się rozwija - ze spokojem i zachwytem). Od razu powiem uczciwie, że to nie jest prosta alternatywa, a raczej sprawa przewagi: które nastawienie przeważa.

I wreszcie kwestia zasadnicza. Wolność:

"Obustronne otwieranie i zamykanie się jest sprawą wolności. Nie jesteśmy bowiem bezbronnym łupem tego, co działa na nas z zewnątrz poprzez zjawiska wyrazu, ani też ofiarą wszystkiego tego, co w nas żyje. Udzielanie i przyjmowanie z [...] osobowego życia zostało pozostawione naszej wolności. Owoc tego jest zjawiskiem duchowym: współżyciem osób, wzrostem i kształtowaniem jednostki, a także tworzeniem wspólnoty."

Nawet dziecko nie jest łupem, choć pod wieloma względami jest może bardziej bezbronne - ma ono wolność dysponowania sobą, którą wyraża przede wszystkim, nie zgadzając się na różne sytuacje (im mniejsze dziecko, tym bardziej emocjonalnie i bezpośrednio wyraża tę niezgodę), ale także panując wreszcie nad wyrażaniem swoich emocji. Naszym zadaniem jest uczyć korzystania z tej wolności w taki sposób, by mogła zaistnieć wspólnota.

[Wszystkie przytoczone fragmenty pochodzą z książki E. Stein "Byt skończony a byt wieczny", tłum. I.J.Adamska OCD, Poznań 1995, ss. 419-420.]

(ed)

poniedziałek, 23 marca 2020

Max Scheler o zabawie

Ostatnio bardzo intensywnie przepracowuję myślowo różne aspekty bycia dzieckiem i towarzyszenia dzieciom w dorastaniu. Splata się to z niemal równie intensywnym namysłem nad związkiem ludzkiej tożsamości i relacji międzyludzkich.


W związku z dziećmi u Schelera ("Istota i formy sympatii", bardzo pożyteczna książka dla każdego, kto ma do czynienia z relacjami) znalazłam taki fragment o zabawie:

"[...] w dziecięcej zabawie, dalej, w przypadku, kiedy dziecko jest widzem w teatrze [...], mamy [...] do czynienia z sytuacją znacznie się różniącą od analogicznych przypadków, w których dorosły gra lub estetycznie się wczuwa [w aktorów - dopowiedzenie ED]. To, co u dorosłego jest wczuciem, tam jest identyfikacją [odczuciem jedności]; to, co u dorosłego jest grą, tam jest czymś serio, a przynajmniej chwilową rzeczywistością. [...] Indywidualna samoświadomość jest w dziecięcym życiu psychicznym jeszcze zbyt ruchoma [labilna] i niespójna, aby oparła się dziecięcemu, [...] ekstatycznemu oddaniu obcej [...] istocie. Gdy mała dziewczynka bawi się w mamę swojej lalki, to odgrywanie roli, tzn. takie działanie, jak gdyby była mamą, istnieje tylko dla widza dorosłego. Samo dziecko w chwili zabawy czuje się (zgodnie ze wzorem własnej matki w stosunku do siebie) całkowicie zjednoczone z mamą [...], a lalkę jednoczy z samym sobą. Dlatego łatwo reaguje także jako widz teatralny, zupełnie inaczej niż dorosły".

Max Scheler (1874-1928) był fenomenologiem monachijskim, zajmującym się zagadnieniami praktycznymi, m.in. współodczuwaniem, miłością, wolnością i religijnością człowieka.

[Przekład zasadniczo jest w polskiego wydania książki, autorstwa Adama Węgrzeckiego, ale trochę go pozmieniałam, częściowo żeby był bardziej czytelny. Podstawowa różnica tu ta, że Węgrzecki tłumaczy tu "Spiel" jako "gra", a ja jako "zabawa"; obie wersje są ogólnie dopuszczalne. W wydaniu PWN z 1980 r. to są ss. 45-46].

Scheler pisze (powtórzmy): "To, co u dorosłego jest wczuciem, tam jest identyfikacją [odczuciem jedności]; to, co u dorosłego jest grą, tam jest czymś serio, a przynajmniej chwilową rzeczywistością".
Obserwowałam i obserwuję, jak ważną dla dzieci rzeczą jest podkreślenie, że to, co robią w trakcie zabawy, jest na serio ("naprawdę"). I jak się burzą, kiedy mówimy im, że to tylko zabawa.

Inną ważną postacią, która te zagadnienia umieściła w centrum swoich badań, był Donald Winnicott.

[ed]


wtorek, 10 marca 2020

Projekt pARTnerzy nominowany do Dokonań Roku 2019

Miło mi napisać, że 28 lutego 2020 r. polsko-niemiecki projekt artystyczny pARTnerzy z udziałem młodzieży został w Chojnicach wyróżniony nominacją do Dokonań Roku 2019 w kategorii "Inicjatywa społeczna".

Tu można przeczytać relację z gali.

Kolaż czterech prac autorstwa dwójki młodych ludzi z Niemiec i dwójki z Polski. Artystyczny dowód nad "jedność w różnorodności": każda z prac równie dobrze może funkcjonować samodzielnie :)

Projekt realizowaliśmy wiosną w Chojnicach wraz z Chojnickim Centrum Kultury i Stowarzyszeniem Partnerstwa Miast Emsdetten. Wtedy też szerzej o nim pisałam. Przy tej okazji jeszcze raz chcę bardzo serdecznie podziękować za współpracę Radkowi Krajewiczowi i Elce Jakubowskiej z ChCK, Hubertusowi Jelkmannowi i Tanji Holhaus ze Szkoły im. Rodzeństwa Scholl w Emsdetten oraz Brigitte i Berndowi ze SPM Emsdetten. To są osoby, bez których ten projekt by nie zaistniał i które naprawdę ciężko pracowały przed nim i w jego trakcie (niektóre z nich robiły to honorowo, tzn. nie zarabiając za to ani grosza, a wręcz poświęcając swój urlop). Było także wiele instytucji i osób prywatnych, które nas wsparły organizacyjnie i finansowo, nie sposób znów tu wymienić wszystkich. Pisałam o nich wiosną.

Hubertus Jelkamnn przy pracy


Bardzo ciepło myślę o tym tygodniu po Wielkanocy, kiedy można było patrzeć na zaangażowanie młodych ludzi, którym Hubertus postawił naprawdę ambitne zadanie: w technice linorytu (szkic, ryt w linoleum, odbitki) pokazać jedność w wielości i dowieść, że zanurzenie się w wyższej jedności nie musi oznaczać utraty tożsamości. Można było w tym czasie także patrzeć na zaangażowanie i entuzjazm czterech chłopców z firmy uczniowskiej martinum.media, którzy tę pracę dokumentowali :)

Może jeszcze tylko krótkie przypomnienie wystawy wieńczącej projekt właśnie ich autorstwa.

(ed)

piątek, 7 lutego 2020

Podsumowanie 2019: Ebner i Wittgenstein i ciepły listopad w Krakowie

Ważną rzeczą, która wydarzyła się w listopadzie w Krakowie, było międzynarodowe sympozjum pt. "Słowo - stulecie Słowa i realności duchowych Ferdynanda Ebnera", zorganizowanego przez prof. Jarosława Jagiełłę na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Z Krakowa oprócz kilku nowych interesujących i ważnych znajomości filozoficznych i otrzymanej w prezencie (ogromnie dziękuję :)) książki "The Eternal We" Harolda Greena, amerykańskiego tłumacza pracy Ebnera, przywiozłam kategorię "pomiędzy", która pojawiła się w dwóch wystąpieniach: u prof. Ericha Hambergera z Salzburga i właśnie o Hala Greena. Jak zawsze, bardzo ważne było też dla mnie wystąpienie Krzysztofa Skorulskiego, a w nim zwłaszcza prezentacja przeciwstawienia abstrakcji i konkretu u Ebnera.

Od lewej: Juan Manuel Caranton Quintero, Kitty Green i prof. Joseph Chapel

Bardzo serdecznie dziękuję prof. Jagielle za zaproszenie mnie.

Rok 2019 był rokiem nie tylko 100-lecia wydania pracy (Słowo i realności duchowe. Fragmenty pneumatologiczne) nadal mało znanego w Polsce i na świecie Ebnera, ale także rokiem 100-lecia pierwszego wydania jednej z najważniejszych i powszechnie uznawanych za takie książek innego austriackiego myśliciela, Ludwika Wittgensteina, Traktatu logiczno-filozoficznego (w Polsce poświęcono tej rocznicy wystawę dotyczącą Wittgensteina w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, którą udało mi się zobaczyć w drodze do Krakowa). Ciekawostka dotycząca tych dwóch myślicieli jest taka, że choć oni sami się nigdy nie spotkali, to nie tylko wiedzieli o sobie, ale rękopisy ich książek, Fragmenty Ebnera i Traktat Wittgensteina leżały przez jakiś czas na tym samym biurku Ludwika von Fickera. Ficker mógł w tamtym czasie wydać tylko jedną książkę i wybrał Fragmenty Ebnera. Traktatu, jak sam potem mówił, nie rozumiał. Jak wiadomo, Traktat sobie poradził...


Jedną z dyskusji prowadził znany w Chojnicach Krzysztof Skorulski (przy drzwiach), w rzędzie przede mną prof. Jarosław Jagiełło i prof. Herbert Limberger

Nie wiedząc o zbieżności tych dwóch rocznic, przygotowałam wystąpienie właśnie o refleksji nad istotą mowy (tzn. istotą zdania, istotą odwzorowania rzeczywistości i wspólności mowy) u Ebnera i Wittgensteina, znajdując u nich korespondencje rzucające światło na rozumienie obu dzieł i - co za tym idzie - na samą sprawę istoty mowy. To rzeczy trudne i raczej specjalistyczne. Powiem krótko, że chodziło o kwestię funkcjonowania zdania jako tego, co odwzorowuje rzeczywistość, i zarazem buduje wspólnotę między mówiącymi. Podobnie, jak u Krzysztofa Skorulskiego, także u mnie stanęła kwestia tego, co abstrakcyjne i tego, co konkretne w mowie i w życiu... Kwestia, która chyba musi stanąć przed każdym, kto poważnie traktuje swoje życie jako życie filozoficzne...

Chociaż nie było dużo czasu na chodzenie po mieście, Kraków oczarował wszystkich. Konferencja była przy samym Wawelu...

Autorem zdjęć jest Juan Manuel Caranton Quintero. 
Thank You for the photos, Juan :)
Teksty wystąpień zostaną opublikowane w "Logos i Ethos".
I jeszcze: odesłanie do relacji z sympozjum Krzysztofa Skorulskiego na stronie Międzynarodowego Towarzystwa Ferdynanda Ebnera.

(ed)

sobota, 11 stycznia 2020

Podsumowanie 2019, czyli o czym nie było czasu pisać: kryzys racjonalności i Bachtin

Oprócz opisanych w tym roku wydarzeń, było jeszcze kilka rzeczy wartych wspomnienia. Ten tekst poświęcam jednej z nich.

Łódzkie środowisko akademickie wraz z Kapitułą Nagrody Kotarbińskiego co pół roku organizuje spotkanie Kolegium Refleksji Humanistycznej im. T. Kotarbińskiego poświęcone różnych aktualnym problemom polskiej humanistyki, życia akademickiego i ważnym problemom społecznym (na stronie Kolegium szczególnie gorąco polecam nagranie wystąpienia prof. Tadeusza Sławka, znakomitego śląskiego anglisty, literaturoznawcy, tłumacza poezji Blake'a o wspólnocie akademickiej). Staram się w tych spotkaniach uczestniczyć, a we wrześniu miałam przyjemność mówić z prof. Ryszardem Kleszczem o kryzysie racjonalności.


 W trakcie przygotowań do tego wystąpienia (zwykle w późnych godzinach wieczornych lub wczesnych rannych :)) powróciłam do lektury książki Michaiła Bachtina, której polski tytuł brzmi "W stronę filozofii czynu". Bachtin napisał tę rzecz w młodym wieku w dwudziestoleciu międzywojennym i to jest jedyna jego książka stricte filozoficzna (oczywiście: pozostałe też są - co do treści - filozoficzne), w Rosji wydano ją dopiero w latach 80-tych (polski przekład Żyłki to lata 90-te). W kontekście kryzysu racjonalności wydała mi się ona bardzo aktualna. Jako antidotum Bachtinowskie na ten kryzys prezentuje się powrót do bardzo konkretnego ujęcia czynu (może: "działania" - ros. postupka, niestety po polsku na pewno nie "postępku", może "postąpienia") z jego wnętrza, tzn. z jego - a wraz z nim naszego - zanurzenia w konkretnym 'tu i teraz'. To 'tu i  teraz' to nasze niepowtarzalne miejsce w całości istnienia, istnienia, które ma charakter dynamiczny (ta jego dynamiczność z całą ostrością stanęła przed oczyma wielu filozofów w tamtym czasie, a obecnie w moim odczuciu stała się czymś wręcz dramatycznym). Z tego niepowtarzalnego miejsca, ukonstytuowanego od razu przez relacje z innymi, jawi nam się wszystko. Z niego mamy dostęp do prawdy (wspólnej, ale dostęp jest niepowtarzalny) i do naszych niepowtarzalnych zadań. Ale co z racjonalnością?
Bachtin pisze:
"Czyn w swojej integralności jest bardziej niż racjonalny. On jest odpowiedzialny. Racjonalność to tylko moment odpowiedzialności (...)." [pol. wyd. s. 56].
Dopowiadam: ta odpowiedzialność czynu wypływa wg Bachtina z mojego niepowtarzalnego i widzialnego i rozumianego przeze mnie jako takie usytuowania w istnieniu (bo jestem "bytem przytomnym", Heideggerowskim 'Dasein', obecnym na sposób świadomości "tu i teraz", a ta świadomość to pochodna "daru mowy", co chyba w tamtym czasie najwyraźniej dostrzegał Ebner za Hamannem i Humboldtem).
Bachtin dalej:
"Przesąd [racjonalizmu] głosi, że tylko to, co logiczne, jest jasne i racjonalne, gdy tymczasem jest ono żywiołowe i ciemne poza odpowiedzialną świadomością (...). Jasność logiczna i konieczna konsekwencja - oderwana od jednolitego i niepowtarzalnego ośrodka odpowiedzialnej świadomości - jest ciemną i żywiołową siłą właśnie wskutek działania prawa immanentnej konieczności, które jest charakterystyczne dla dziedziny tego, co logiczne. Ten sam błąd racjonalizmu przejawia się w przeciwstawieniu tego, co obiektywne - jako racjonalne - temu, co subiektywne, indywidualne, jednostkowe - jako irracjonalne, przypadkowe."
Bachtin - moim zdaniem - w ten sposób znakomicie przezwycięża to skądinąd pożyteczne przeciwstawienie subiektywności i obiektywności: "od wewnątrz czynu, od wewnątrz mojego uczestnictwa w istnieniu".
"[...] od wewnątrz czynu ten, kto go dokonuje, zna jasne i wyraziste światło, w którym się orientuje."
To Bachtinowskie światło jest dane jednak chyba nie tyle przez sam czyn, ile przez to, że dokonujący go jest 'Dasein', 'bytem przytomnym' i jednocześnie zakorzenionym w cielesnym świecie. Sam czyn (np. dokonany w emocjach) może być przecież naprawdę dla nas nieprzejrzysty (por. "...bo nie wiedzą, co czynią"). Być może właśnie nasze podstawowe zadanie życiowe polega na uczynieniu go przejrzystym. Opis Bachtina, który za chwilę przytoczę, to jest opis "spokojnej", może "kontemplacyjnej", choć z konieczności ucieleśnionej świadomości, która dopiero ma coś zrobić; to jest opis właśnie momentu zatrzymania:
"Zdarzenie może być jasne i wyraźne we wszystkich swoich momentach dla czynnie w nim uczestniczącego. Czy to oznacza, że uczestniczący rozumie je logicznie [tj. abstrakcyjnie] [...]? Nie, widzi on jasno tych konkretnych ludzi, których kocha, to niebo, tę ziemię [...] i ten czas; jednocześnie jest mu dana również wartość [...] tych ludzi i przedmiotów. Wczuwa się on w ich życie wewnętrzne i pragnienia, rozumie rzeczywisty i pożądany sens wzajemnych relacji [...], i rozumie powinność swojego czynu, [...] rzeczywistą, konkretną powinność uwarunkowaną niepowtarzalnym miejscem w kontekście zdarzenia."
"Światło" więc, którego odblaskiem jest racjonalność, pochodzi z zakorzenienia świadomości w tu i teraz, tzn. z jej ucieleśnienia. Nie ma innego światła danego nam w sposób naturalny. Oderwanie różnych funkcji racjonalnych od mojego pełnego uczestnictwa w tu i teraz prowadzi nas w ciemne rejony i doprowadza właśnie do kryzysu nie tylko racjonalności (mechanizacja komunikacji - notabene umożliwiona przez sformalizowanie m.in. pojęcia prawdy - bardzo skutecznie przyspiesza ten nasz pochód w ciemną stronę).
Tyle Bachtin i wnioski, które moim zdaniem płyną z tego ujęcia.


Powiem jeszcze tylko o trzech ciekawych kwestiach, które stanęły następnie w dyskusji. Prof. Sławek spytał o racjonalność uczuć. Nie jestem zwolenniczką prostego przeciwstawienia racjonalności i uczuciowości. Sądzę, że uczucia mają swoją racjonalność - której zrozumienie jest jednym z zadań zaangażowanej w istnienie świadomości. Jednakże uczucia często faktycznie "mącą" światło zaangażowanej świadomości. To jest wielki temat do zbadania - na razie nie znalazłam żadnego pełnego opracowania (ciekawe rzeczy, choć niestety niecałościowe można przeczytać u Edyty Stein "O zagadnieniu wczucia", nie znam niestety Schelera).
Dr Rafał Majda spytał to, czy nie jest tak, że wobec zakorzenienia racjonalności w odpowiedzialności konkretnego działania czyny oderwane od tej odpowiedzialności są de facto nieracjonalne. Nasuwa się tutaj myśl, przywołana przez Rafała Majdę, o sprawnych systemach eksterminacji w państwach totalitarnych. Mówi się przecież o racjonalizacji tych systemów zagłady. Czy wobec tego takie mówienie nie jest nadużyciem? Nie potrafiłam i nie potrafię krótko odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Odsłania ono ciekawe i ważne aspekty zagadnienia racjonalności. Znów rzecz do badania (niektórzy może w tym kontekście przywołaliby rozróżnienie między rozumem technicznym a rozumem praktycznym...).
Padło jeszcze takie pytanie: czy jeśli kogoś nienawidzę, to nie byłoby rzeczą racjonalną, tego kogoś zabić? Pozostawiam Czytającym odpowiedź także na to pytanie.

Odsyłam jeszcze do sprawozdania z Gali Nagrody Kotarbińskiego, której laureatem 2019 został prof. Grzegorz Ziółkowski za książkę "Okrutny teatr samospaleń". Powtórzę za prof. Ziółkowskim "humanistyka nie jest dla ludzi letnich" :)

(ed)







piątek, 13 grudnia 2019

Finał "Mojego miejsca we wszechświecie"

Mało jest teraz czasu na pisanie. Dlatego piszę finalnie :) i o finale :)


Finałem jest wystawa, na którą serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych i sympatyków.

Wystawa wieńczy projekt "Moje miejsce we wszechświecie" i będą na niej prace wykonane przez uczestników jesiennych warsztatów filozoficzno-artystycznych w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Będą prace wykonane różnymi technikami: linoryty, witraże, bombki... A na wszystkich Chojnice... choć raczej w detalu, bo trudno jest przedstawić dobrze duże obiekty - to było jedno z naszych ważnych doświadczeń.


Wernisaż wystawy odbędzie się 16 grudnia 2019 r. o godz. 17. Potem przez kilka dni będzie można oglądać prace w bibliotece.


W części filozoficznej zajęć próbowaliśmy sobie powiedzieć o tym, że miejsce to nie tylko miejsce w przestrzeni, ale także nasze miejsce w relacjach z innymi. To "pomiędzy" tworzące na różnych poziomach wspólnoty jest może nawet ważniejsze niż przestrzenne "pomiędzy". Chociaż trudno sobie wyobrazić jedno bez drugiego - bo póki co żyjemy w ciałach i nasze relacje, także te niecielesne ("to, że kogoś słucham", "to, że komuś wierzę", "to, że kogoś kocham"), są zakorzenione w naszej cielesności. Były kaszubskie legendy o tym, że nie wszystko można sprzedawać i kupować, a także opowieści z dalekich krajów o tym, jak można zasłużyć na raj, przygarniając koty...


Serdecznie dziękuję Wszystkim Uczestnikom - udało się nam zbudować wyjątkowe relacje! Nie byłoby to jednak możliwe bez magicznej i ciepłej atmosfery Oddziału Dziecięcego Miejskiej Biblioteki Publicznej - dzięki, Wioletta i Malwina :) I wreszcie dziękuję Justynie Barwinie-Myszce za przeprowadzenie nas przez zakamarki różnych ciekawych technik artystycznych. Osobne podziękowania należą się Panu Bogdanowi Kufflowi i Emili Kalitcie za wsparcie organizacyjne oraz Panu Przemysławowi Zientkowskiemu za otwartość :)

Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu MKiDN z Funduszu Promocji Kultury i UM Chojnice w ramach akcji "Samorząd przyjazny dzieciom".

(ed)

czwartek, 17 października 2019

Witobaza i poczucie sensu

Pod koniec września Tomek w Gdyni na Witominie finalizował z Alicją Nowicz ze Stowarzyszenia Halo Kultura i Klaudią Jarecką-Świecą z Fundacji Miejsce Tworzenia mural w ramach projektu "Witobaza". Rodzinnie włączyliśmy się w część tego finału: w przygotowania ściany pod mural. I choć byłam po całym tygodniu pracy mocno zmęczona, nie żałuję ani jednej minuty, którą spędziłam na Witominie kładąc podkład, gipsując itd.

Oglądanie tego, co już zostało zrobione: Tomek z jednym z nastolatków, którzy pracowali przy muralu.


Bo każdy taki projekt ma strasznie ważny aspekt: bycia i robienia czegoś sensowego razem.

Spotkałam tam starych znajomych, którzy widzieli moje starsze dziecko (teraz 15 lat), kiedy miało niespełna rok, i zrzucali się na kocyk w prezencie (bardzo dobry kocyk, ciepły, solidny, różowy - sama bym w życiu różowego wtedy nie kupiła :))). Spotkałam nowych znajomych, którzy od razu stali się, jak starzy znajomi. I poznałam wiele innych osób, nawet nie pamiętam wszystkich imion w najróżniejszym wieku - z którymi mam nadzieję się jeszcze spotkać i mam pewność, że jeśli się spotkamy, to się rozpoznamy i znów będzie nam razem dobrze.

Na pierwszym planie Sam i Milo. Milo był najmłodszy spośród nas.


Taka jest moc robienia czegoś razem i dawania. Klaudia, Tomek, Ala dzięki Wam za to wydarzenie :)

Znów okazało się, że poczucie sensu daje bycie razem i robienie czegoś razem, kiedy w tym robieniu jest moment dawania: w tym wypadku dawania swojego czasu, umiejętności (to nie ja :), ale np. jeden z nastoletnich chłopców, którzy do nas dołączyli, potrafił świetnie gipsować i uczył tego innych).

Felek zachował na spodniach resztki po farbie :)


Sens to jedna z najtrudniejszych do uchwycenia rzeczy. Bo nie wszystko, co ma sens, musi dawać poczucie sensu. Chyba jednak można zaryzykować powiedzenie, że to, co daje głębokie poczucie sensu, ma sens.

Odróżnienie sensu od poczucia wiąże się w istotowy sposób z pokorą: nie stracić nadziei, kiedy brakuje poczucia sensu w tym, co się przydarza. I tu chciałabym przywołać wydanego niedawno znów w Chojnicach Ferdinanda Ebnera. W przekładzie Krzysztofa Skorulskiego, który niedawno swój przekład w Chojnicach promował: "Sens [indywidualnej egzystencji] leży bezpieczny i zarazem ukryty w Bogu, a do czego ktoś jest Bogu w swym życiu potrzebny, tego nie musi wiedzieć nawet on sam" (F. Ebner "Słowo i miłość", Chojnice 2019, s. 257).

Dodam tylko, że Fundacja Miejsce Tworzenia razem z Fundacją Zarzewie ma szansę w ramach rewitalizacji coś wartościowego zrobić razem w Chojnicach. Potrzebne jest jednak wsparcie tutejszego samorządu - czy takie będzie nam dane, czas pokaże...

(ed)

PS. A tak to wyglądało, kiedy już przybrało konkretną formę: