czwartek, 17 marca 2016

Wszechświat według dzieci z Lichnów


Rozpoczęłam niedawno cykl zajęć pt. "Ćwiczenia z myślenia" dla dzieci w Lichnowach, na południe od Chojnic. Opowiem krótko o zajęciach "z wszechświata". Pracowaliśmy z książką wydaną przez Zakamarki "Jak tata pokazał mi wszechświat".




Całkiem jasne było dla dzieci (6-9 lat), że wszechświat to gwiazdy, planety, komety, Księżyc, Droga Mleczna. Szybko się okazało, że także drzewa, domy, krzesła, szkoła, zwierzęta i to, co one robią. Nawet jeśli się załatwiają. Tak, psia kupa też należy do (wszech-)świata :). Tak samo jak gwiazdy i planety, jak jeziora i góry, domy i szkoły.

My.

Co z tego wynika? Na pewno nie to, że po (naszych przecież) psach nie trzeba sprzątać :). A co? Zostawiam Wam odpowiedź na to pytanie.

Oto prace dzieci z zajęć:





Zajęcia odbywają się dzięki wsparciu wydawnictw Zakamarki i Dreams oraz Sołectwa w Lichnowach. Serdecznie dziękuję za wsparcie :)

Ewa

piątek, 26 lutego 2016

Lęk przed innym, lęk przed byciem innym

Niedawno Tomek podsunął mi w rozmowie dwa hasła, które są w moim odczuciu fundamentalnie ważne w zrozumieniu tego, co nas otacza. Przeczytał je w artykule Karoliny Lewastam "Wszyscy kłamią" ("Dziennik. Gazeta Prawna", 12-14 lutego 2016).

To "lęk przed innym" i mniej oczywisty "lęk przed byciem innym", sprowadzający się pewnie do tego, co się nazywa "wykluczeniem". Pierwsze hasło nazywa jedno z elementarnych uczuć tych, którzy chcą się okopać w jakiejś wspólnocie, dającej im poczucie bezpieczeństwa - zwykle określa się ich jako konserwatystów. Drugie hasło nazywa jedno z elementarnych uczuć tych, którzy mają na ustach "tolerancję". Ten rozłam niesie ze sobą określone wartościowanie, bo "tolerancja" jest - semantycznie - czymś dobrym, a "nietolerancja" - czymś złym (mówił o tym prof. Andrzej Bogusławski, mamy nadzieję jeszcze do jego badań wrócić).

Nie odnoszę się tutaj całościowo do wymowy artykułu Karoliny Lewastam (wszyscy w jej tytule, to z jednej strony tzw. media konserwatywne, z drugiej -  tzw. liberalne, ona sama staje po stronie liberalnych mediów). Chcę przypomnieć tylko jedną rzecz. I nie wiem nawet, czy powinnam to robić. Bo ona należy do kategorii rzeczy oczywistych. Skoro jednak Karolina Lewastam proponuje, by może jednak mówić prawdę, bo to poza wszystkim zwyczajnie się opłaca, i ja chyba zaryzykuję.

Każdy z nas oba lęki nosi w sobie. W jakim sensie? Każdy kiedyś bał się innego i pewnie kiedyś jeszcze będzie się bał - ja na przykład ostatnio byłam z dzieckiem na spacerze w tzw. Lasku Miejskim w Chojnicach; byliśmy sami; i nagle spomiędzy drzew wyszedł mężczyzna; szedł i przez chwilę nam się przyglądał; nic się nie wydarzyło, ale się bałam. Każdy kiedyś bał się, że zostanie potraktowany jako inny, obcy, wyłączony, i kiedyś zapewne znów mu się to przydarzy - ja na przykład pewnego razu przebywając z grupą ludzi, z którymi m.in. pracowałam i jadłam, spóźniłam się na posiłek; oni już zaczęli, kiedy weszłam; okazało się, że nie ma dla mnie miejsca przy stole; biegałam dookoła nich, szukając miejsca, zanim ktoś nie zrobił go dla mnie, a ktoś inny nie podał talerza.

Mam w sobie więc oba lęki. I dlatego nie potrafię zdyskredytować żadnej ze stron życia publicznego. I nie potrafię się do żadnej z nich przypisać. Co nie znaczy, że akceptuję kłamstwo medialne i inne nieuczciwe metody uzyskiwania poparcia społecznego, o których pisze Karolina Lewastam. Nie akceptuję ich bez względu na to, kto je stosuje.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Melania jest z nami

Już od kilku miesięcy jest z nami Melania Żurba. Teraz możecie przeczytać jej biogram w zakładce "O nas".

czwartek, 11 lutego 2016

Chcę Wam powiedzieć o filmie "MIĘDZY ŚWIATAMI"

Katarzynę Dąbkowską - Kułacz spotkałam na ubiegłorocznej konferencji suicydologicznej w Łodzi, kiedy tuż przed projekcją opowiadała o swoim filmie "Między światami". Wywarła na mnie duże wrażenie. Była to fascynująca opowieść podróżniczki ciekawej ludzi i świata.
I reżyserki, która pojechała na Arktykę, gdzie przez trzy tygodnie mieszkała wśród Inuitów, na plebani u polskiego misjonarza. Słowo Eskimos jest niepoprawne politycznie, a poza tym mieszkańcy Arktyki go nie lubią, bo oznacza zjadaczy surowego mięsa. Dlatego oficjalnie nazywa się ich Inuitami – co znaczy "ludzie".
Wśród tych mieszkańców Północnej Kanady wskaźnik samobójstw jest jednym z najwyższych na świecie. Pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa, to trudne warunki klimatyczne. Jednak oni od zawsze w nich żyli. Ekstremalne zimno, trzy miesiące w roku bez wschodów i zachodów słońca, dzika i niebezpieczna natura. Walka o przetrwanie była ich codziennością. 


Autorka mówi : " od wielu lat interesuję się Arktyką, więc kiedy dowiedziałam się o dramatycznym problemie samobójstw, chciałam o nim opowiedzieć w filmie dokumentalnym. Szczególnie nie dawało mi spokoju pytanie o to, jak to możliwe, że ludzie od zawsze przyzwyczajeni do ciężkich warunków życia, teraz znikają wraz z topniejącymi lodami Arktyki".



Region Nunavut, który odwiedziła to obszar o łącznej powierzchni około 2 mln kilometrów kwadratowych - a zamieszkuje go niecałe 30 tysięcy ludzi. Kiedyś Inuici byli integralną częścią natury. Prowadzili koczowniczy tryb życia – polując przemieszczali się z miejsca na miejsce. Tworzyli silne wspólnoty rodzinne i łowieckie. W literaturze często przypisuje się im animizm, utożsamiany ze społecznościami plemiennymi. To inaczej nadawanie cech duszy i osobowości zwierzętom, roślinom, kamieniom, czy zjawiskom pogodowym. To czasem też nawiązanie do szamanizmu. W ten sposób otaczający świat staje się jednocześnie materialny i duchowy.
Wśród współczesnych Inuitów nie ma już szamanów, a główną religią jest chrześcijaństwo. Wrażliwość i głęboka duchowość, która zawsze ich cechowała, jest widoczna także dziś. 


Według autorki czymś naturalnym jest to, że Inuici odczuwają obecność dusz swoich przodków. W wiosce, w której nakręciła film ich łącznikiem ze światem duchowym jest przede wszystkim polski ksiądz, który od dziesięciu lat żyje wśród nich i pracuje. Odprawia msze i prowadzi świetlicę dla dzieci. Uczy je ich ojczystego języka inuktitut, w którym nie potrafią pisać.


Dwa pokolenia wstecz przyszła zmiana – Inuici zostali osiedleni. Teraz żyją w pełni wyposażonych domach, dostali telewizję i internet, sklepy i pieniądze, które stanowiły rekompensatę za krzywdy wyrządzone im przez "białego człowieka". Co ciekawe, tę zmianę dużo lepiej znieśli najstarsi ludzie. Wśród nich w każdym razie nie występuje problem samobójstwa.

  
"W tym niezwykłym świecie kontrastów, gdzie wciąż największym wydarzeniem w wiosce jest połów wieloryba, a surowe mięso karibu czy foki, nawet jeśli popijane coca – colą, smakuje najbardziej, jest jednak pewna rysa, w którą jak w lodową szczelinę wpadają szczególnie młodzi ludzie..." mówi reżyserka. To alkohol, narkotyki i uzależnienie, choćby od internetu. To też izolacja, w której żyją, pomimo programów opiekuńczych, jakie roztacza nad nimi państwo.


Dla mnie film "Między światami" jest niezwykły. Bynajmniej nie dlatego, że Inuici zabijają się inaczej i ich groby są inne. Drewniane krzyże powtykane między kamienie, którymi przysypuje się trumny. Bo ziemia jest zbyt zmarznięta. No i nie rosną tam drzewa, na których zwykle wieszają się ludzie.



Co sprawia, że jest to piękny i przejmujący obraz?
Według mnie to duchowość rozumiana. jako "wewnętrzny sposób odczuwania świata innego niż tylko ten realny i namacalny". Autorka widziała ją w oczach i twarzach najstarszych Inuitów, ja zaś – w jej filmie.
I to pytanie - czy tracąc kontakt z tym światem, Naturą, tracimy też kontakt z samym sobą?


Dziękuję Katarzynie Dąbkowskiej – Kułacz za udostępnienie zdjęć z filmu. I za to, że może zrobimy coś razem.
Autorem przepięknej muzyki do filmu jest Hubert Kołacz.
"Między światami" został nagrodzony w 2014 roku w Łodzi na XXIV Festiwalu Mediów "Człowiek w Zagrożeniu" (Nagroda im. A.Kamińskiego "Człowiek przezwyciężający zagrożenie") oraz w 2015 roku w Warszawie na Festiwalu Filmów Emigracyjnych "Emigra" – Wyróżnienie Specjalne. 
(ms.)













wtorek, 9 lutego 2016

Kiedy z serca płyną słowa...

Dla Konfucjusza i innych chińskich filozofów starożytnych sednem zdrowia i ładu społecznego było to, co określali oni jako 'porządek w nazwach'. Konfucjusz tłumaczył to w bardzo prosty sposób:

Jeśli nazwy nie są uporządkowane [poprawne, właściwe], mowa nie brzmi rozsądnie [błąka się]; jeśli mowa nie brzmi rozsądnie, spraw nie wieńczy sukces [rzeczy pozostają niewykonane]; jeśli spraw nie wieńczy sukces, obrzędy i muzyka nie kwitną; jeśli obrzędy i muzyka nie kwitną, kary nie pasują do zbrodni [kara jest nieznamienna]; jeśli kary nie pasują do zbrodni, ludzie nie wiedzą, do czego przyłożyć rękę i gdzie postawić nogę [cyt za: E. Itkonen "Universal History of Linguistics" 1991: 90–91, fragment można odnaleźć w wydanych w Polsce "Dialogach konfucjańskich" 1976].

Jak taki 'porządek' się osiąga? Konfucjusz: nazywajmy ojcem tego, kto jest ojcem, synem - tego, kto jest synem itd. [por. np. A.Wójcik "Konfucjanizm" w: red. B. Szymańska "Filozofia Wschodu" 2001: 353].

Jeśli Aleksander Wat (ur. 1900) w swoich wspomnieniach z tułaczki wojennej po Rosji Radzieckiej ["Mój wiek"] mógł w odniesieniu do pewnej grupy zjawisk go otaczających (zasadnie) użyć określenia 'mowa poza prawdą i kłamstwem', to właśnie dlatego, że u podstaw życia społecznego, którego doświadczał, było planowo realizowane zaburzenie w relacji między słowami i rzeczami. To nie wystarczy, by wyjaśnić doświadczenie Wata, ale jest jego podstawą.

O 12 lat starszy od Wata austriacki filozof Ferdinand Ebner, który zmarł tak młodo, że nie dożył II wojny, wszedł głębiej w opis zjawisk, o które tu chodzi. Wskazał, że to podstawowe nazywanie, na które wskazywał Konfucjusz (Ebner nie wspomina jednak o chińskim filozofie), dokonuje się w rozmowie, w "żywym", dokonującym się "na poważnie" i "prawdziwym" mówieniu osób do siebie. Tak wypowiadane słowa "działają". Takie słowa tworzą wspólnotę, bo na mocy bycia powiedzianym "na poważnie", prawdziwości i odbioru, który się dokonuje, wymagają określonych działań.

Jak to się dzieje? To z kolei tłumaczy inny - może lepiej znany od Ebnera - filozof, Peirce (starszy od Ebnera i Wata o pokolenie). Kiedy coś mówię "na poważnie" (a więc w szczególności zawsze do kogoś), biorę odpowiedzialność za to w tym sensie, że moje działania powinny być zgodne z tym, co mówię. Z łaciny 'twierdzenie', 'assertio', to 'przywiązanie się do czegoś'. Kiedy coś twierdzę, to przywiązuję ni mniej ni więcej tylko swoją osobę do prawdziwości tego twierdzenia. Tzn. tę prawdziwość gwarantuję swoją osobą.

Wróćmy jednak do Ebnera, który idzie jeszcze dalej:

[...] słowo i miłość są ze sobą związane. [...] słowo służy miłości [...] miłości bliźniego. Właściwe słowo jest zawsze słowem wypowiedzianym przez miłość [...] Słowo pozbawione miłości jest [...] nadużyciem boskiego daru słowa [F. Ebner "Fragmenty pneumatologiczne" 2006: 107].

Jak to wytłumaczyć? Brak tu miejsca. Wrócę do sprawy kiedy indziej.

To nie jest tylko teoria, jakieś abstrakcyjne filozoficzne gadanie...
Niech zaświadczy Akurat:


piątek, 15 stycznia 2016

Samobójstwo DZIECI I MŁODZIEŻY

Ustaliłam, że w Polsce w 2014 roku blisko 600 młodych osób podjęło zamach samobójczy. To tak, jakby z powierzchni ziemi zniknął zespół szkół ponadgimnazjalnych na Podkarpaciu albo szkoła gastronomiczna na Wyżynie Śląskiej albo jedna z podstawówek w Lęborku czy Kielcach albo dwujęzyczne liceum w Warszawie.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że na swoje życie targnęło się 71 osób w wieku 10-14 lat i 526 pomiędzy 15-19 rokiem życia. Dwoje dzieci miało 9 lat lub mniej. Nie podano ile z tych zamachów samobójczych zakończyło się zgonem.

"W latach 1999–2006 śmiercią samobójczą zmarło łącznie 2556 dzieci i nastolatków w wieku 10–19 lat (Bąbik, A., Olejniczak, D. (2014). Uwarunkowania i profilaktyka samobójstw wśród dzieci i młodzieży w Polsce. Dziecko krzywdzone. Teoria, badania, praktyka)
Jak podaje GUS od 25 lat liczba samobójstw wśród nastolatków (wiek 15-19 lat) nieustannie rośnie. W latach 90-tych samobójstwa stanowiły ok. 10% zgonów w tym przedziale wieku, a w 2000 roku już 16%. "Ten wysoki udział nadal się utrzymuje i - pomimo istotnego spadku ogólnej liczby zgonów wśród młodych osób - zamachy samobójcze w 2013 r. stanowiły przyczynę prawie 1/5 ich zgonów" (GUS Departament Badań Demograficznych i Rynku Pracy, Dzieci w Polsce w 2014 roku. Charakterystyka demograficzna, W-wa, czerwiec 2015r.)
Czy te dane Cię przerażają ?

Dr Agnieszka Haś i dr Tomasz Rajtar (Zakład Psychologii Sądowej, Instytut Ekspertyz Sądowych, Kraków) badali czynniki ryzyka samobójstw dokonywanych przez osoby małoletnie. W tym celu poddali analizie 20 opinii psychologicznych sporządzonych na potrzeby sądu w sprawach dotyczących odtworzenia sylwetki psychologicznej osób, które odebrały sobie życie w latach 2000-2013. Było to sześć dziewcząt i czternastu chłopców w wieku od 11-18 lat. Badacze określili zmienne psychospołeczne, które mogły wpłynąć na podjęcie decyzji o popełnieniu samobójstwa. Opisali m.in. sytuację rodzinną, relacje rówieśnicze, przejawy trudności wychowawczych czy motywacje samobójstwa. 90% dzieci pochodziło z pełnej rodziny, w 85% rodzin nie wystąpiła przemoc, a problem alkoholizmu dotknął 35% rodziców. Patologia dotyczyła za to sfery psychicznej. Oznaczało to brak kontaktu z dzieckiem, niezaspokojenie jego potrzeb czy model: dominująca matka/wycofany ojciec. Celem badania było też wskazanie czynników ochronnych, inaczej zapobiegawczych. To ważne, zwłaszcza jeśli idzie o wytyczne dla działań prewencyjnych.

Zdarza się, że służby ratownicze działają modelowo i ocalają życie młodego człowieka bezpośrednio przed zamachem. Sama w takiej dynamicznej akcji uczestniczyłam. Było to wiele lat temu, a do dzisiaj pamiętam, co wtedy czułam. Nie zawsze jednak jest to możliwe.
Co możemy zrobić? Zapobiegać. Jak? Co z profilaktyką?
Pojawia się dylemat – czy powinniśmy rozmawiać z uczniami na ten temat? "Kontrowersje w społeczeństwie dotyczą możliwości sprowokowania zachowań ryzykownych młodzieży oraz groźby zaindukowania myśleniem o samobójstwie" ("Zachowania samobójcze młodzieży a używanie substancji psychoaktywnych i doświadczanie przemocy" prof. Agnieszka Gmitrowicz Psychiatria wyd. Specjalne 1/2015).
Z doświadczenia wiem, że młodzież chce rozmawiać - wspominam wiele takich spotkań i zajęć w szkołach. To często oznacza niewygodne pytania, zaczepne uwagi czy kłótnie. I co z tego. Młodzi chcą wyrazić swoje zdanie, bronią go, ale też słuchają.
"Wszystkie jasne miejsca" to książka, o której warto porozmawiać. "Odważna i piękna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i młodych ludziach, którzy znajdują siebie nawzajem, stojąc na skraju przepaści". Jej autorka JENNIFER NIVEN opowiedziała historię Fincha i Violet, bo jak sama mówi, chciała napisać coś śmiałego, współczesnego, trudnego, ciężkiego, smutnego ale i zabawnego. Zrobiła jednak dużo więcej – poruszyła temat samobójstwa, który w wielu społeczeństwach nadal jest tabu. Dała też nastolatkom jasny przekaz – "Jeżeli uważacie, że coś jest nie tak, mówcie o tym. Nie jesteście sami. To nie wasza wina. Pomoc czeka" (Jennifer Niven Wszystkie jasne miejsca, przeł. D. Olejnik, wyd. Bukowy Las, 2015r.).
W polskim wydaniu książki, za którym stoi Bukowy Las znalazły się wskazówki, gdzie szukać pomocy i wsparcia : 111 116, 116 123, 800 12 12 12, 801 12 00 02, www.pogotowieduchowe.pl, www.stopdepresji.pl, przyjaciele.org

To książka o młodych i dla młodych. Ale jeśli jak ja jesteś rodzicem – przeczytaj!
(ms.)

niedziela, 10 stycznia 2016

Empatia, nvc i dobrzy znajomi

Porozumienie bez przemocy (nvc, tzn. nonviolent communication) jest prostą metodą łączności ze sobą i z innymi. Prostą "w teorii". Cztery kroki: zauważaj (nie oceniaj), mów o swoich uczuciach, mów o potrzebach, z których te uczucia wypływają, proś o konkrety (nie żądaj, nie sugeruj...).
I podobnie w odbiorze: staraj się dotrzeć do faktów, uczuć, potrzeb i konkretnych działań, o które ktoś chce prosić. To samo stosuj względem innych i względem siebie (mów sobie, co czujesz i czego potrzebujesz, z czego to wynika i co konkretnie masz zrobić).

Ta prostota mnie urzekła - choć mam też wątpliwości (właśnie teoretyczne). Jednakże: "po owocach ich poznacie".

To, co proste "w teorii", "z lotu ptaka", jest "gigantycznie" trudne w praktyce, tzn. "z perspektywy żaby".

Uwolnienie się od nawyku oceniania, nieuprawnionego uogólniania to pierwsza przeszkoda w moim przypadku. Drugą jest ogromny wewnętrzny opór w docieraniu do swoich uczuć i potrzeb. Kolejną - może największą - brak wytrwałości we współodczuwaniu, pośpiech. Wszystko to jest z punktu widzenia teorii banalne i nieciekawe. W praktyce - mimo szczerej chęci wejścia na tę drogę - te przeszkody "gigantycznie" trudno przezwyciężyć. Moja droga, którą idę od około 4 miesięcy, to pasmo niepowodzeń. Kilka udanych prób przekonało mnie, że owoce są dobre.

Marshall Rosenberg, twórca nvc (pod koniec lat 60-tych, zm. w 2015 r.), opowiada w swojej książce Porozumienie bez przemocy. O języku serca o tym, jak został zrugany przez oburzonego słuchacza swojego wprowadzenia do metody nvc: Jest pan najbardziej aroganckim mówcą, z jakim mieliśmy do czynienia. Okazało się, że słuchaczowi zabrakło informacji, że mnie [tj. Rosenbergowi] też czasem jest trudno stosować ten model w praktyce. Książka jest pełna - ku pociesze czytelnika - takich informacji.

Książka Rosenberga prowadzi w niezwykłe rejony najzwyklejszego życia. W kluczowym dla mnie rozdziale o empatii spotykam trójkę znajomych, a każdy z nich bliski memu sercu. Dlaczego mnie to nie dziwi?

Chiński filozof Chuang-tsy stwierdza, że prawdziwa empatia pojawia się, gdy człowiek słucha całym sobą: "Słuchanie samymi uszami to jedno.  Słuchanie rozumiejące to całkiem co innego. Ale słuchanie poprzez ducha nie odbywa się za pomocą któregokolwiek ze zmysłów i nie jest ograniczone możliwościami ucha ani umysłu. Dokonuje się więc tylko pod warunkiem, że umysł i wszystkie zmysły są puste. Gdy bowiem pustoszeją, słucha całe jestestwo. Możemy wtedy w najbardziej bezpośredni sposób ogarnąć to, co mamy przed sobą, a czego nigdy nie uda się usłyszeć uchem ani zrozumieć umysłem".
Empatia jedynie wtedy pojawia się w kontaktach z ludźmi, gdy udało nam się wyzbyć wszystkich z góry przyjętych wyobrażeń i ocen na ich temat. Martin Buber w następujący sposób opisuje ten specyficzny rodzaj obecności, którego wymaga od nas życie: "Pomimo wszelkich podobieństw każda żywa sytuacja ma - niczym nowo narodzone dziecko - nowe oblicze, jakiego nigdy dotąd nie było na świecie i nigdy więcej nie będzie. Domaga się od Ciebie reakcji, której nie da się zawczasu przygotować. Nie domaga się żadnej z rzeczy minionych. Domaga się natomiast autentycznej obecności, odpowiedzialności; domaga się ciebie".
Niełatwo wytrwać w tym stanie autentycznej obecności, którego wymaga empatia. "Poświęcenie uwagi cierpiącemu to bardzo rzadka i trudna sztuka; to coś, co graniczy z cudem; więcej: to istny cud" - twierdzi Simone Weil. [Marshall B. Rosenberg Porozumienie bez przemocy. O języku serca, przeł. M. Kłobukowski, Warszawa: Czarna Owca 2015, ss. 105-106]

Chcę powtórzyć: "opróżnić umysł i zmysły", "wyzbyć się wszystkich z góry przyjętych wyobrażeń i ocen", "dać siebie, nie: rzeczy minione" - to "istny cud".

Cuda się zdarzają.