sobota, 18 marca 2017

Zaproszenie na warsztaty pracy z głosem

Serdecznie zapraszamy na warsztaty dla osób, które chcą odkryć swój głos.


Ja i mój głos


Chcemy, aby to spotkanie było początkiem przyjaźni między Tobą i Twoim głosem. Głos towarzyszy Ci w domu, w szkole, w pracy lub na scenie. Dzięki niemu Twoje życie we wszystkich tych miejscach może stać się pełniejsze i piękniejsze. Wystarczy, że okażesz mu odrobinę zainteresowania i troski.

Zajęcia wymagają swobody ruchu. Konieczny jest swobodny, niekrępujący strój i lekkie obuwie lub skarpety na zamianę.

Plan zajęć:
10-12: Głos i ciało, głos i przestrzeń, ja w głosie.
12-12.30: Przerwa.
12.30-13.30: Głos a emocje.

Termin: 25 lub 26 marca (sobota lub niedziela) 2017 r.

Miejsce: II LO im. W. Andersa w Chojnicach, ul. Świętopełka 1, s. 7.

Koszt zajęć: 12 zł. / os.

Zapisy: fundacja.zarzewie@gmail.com, 516-312-603

Prowadzenie: dr Joanna Zaucha – wykładowca i nauczyciel głosu, pracuje na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

wtorek, 14 marca 2017

Warsztaty filozoficzne w MBP w Chojnicach

9 marca rozpoczęły się warsztaty filozoficzne dla dzieci w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chojnicach :) Nawiązują one do CHOJNICKICH DNI TISCHNEROWSKICH, które odbyły się w listopadzie 2016 roku. Spotkanie nosiło tytuł "Spojrzeć w oczy". Czytaliśmy jedną z "Bajek filozoficznych" pod redakcją Michela Piquemala, wydanych przez Wydawnictwo Muchomor.




Na zajęciach było o tym, co się mieści w czym: że odbicie Księżyca i gwiazd w jeziorze, a jezioro z tymi odbiciami w oku myszy, która na to wszystko patrzy. A skoro Księżyc mówił o Słońcu (Gwieździe Dnia), to w tym jego mówieniu jakoś i Słońce było pomieszczone.

Świat jest pełen odbić, wizerunków. W oku myszy mieści się ich tyle, ile ona jest w stanie zobaczyć. Nikt inny poza tą myszą tak tego wszystkiego nie widzi, jak ona. Bo nikt nigdy nie może być tam, gdzie akurat ona jest. W tym sensie - kiedy umiera mysz, umiera ten fragment świata, który stał się jej częścią, tak widziany, jak ona go widziała. Może to nie duży fragment - jednak jakiś.
(Pewnie wielu o tym pisało, w sposób szczególny Michaił Bachtin).

Tutaj znajdziecie obszerniejszą relację z zajęć.

Serdecznie dziękuję Piotrowi, Pawłowi, Madzi, Matyldzie, Marcie, Hani, Marysi, Kindze, Paulinie i Weronice za wspólne liczenie odbić.

I serdecznie zapraszam na kolejne zajęcia. Informacja o temacie i terminie pojawi się w MBP.

Realizacja warsztatów jest możliwa dzięki wsparciu Miasta Chojnice oraz współpracy polskiej sekcji Międzynarodowego Towarzystwa Ferdinanda Ebnera, Miejskiej Biblioteki Publicznej i Fundacji Zarzewie. Szczególnie dziękuję za pomoc p. Wioletcie Karpiak, p. Malwinie Miszewskiej i
p. Przemkowi Zientkowskiemu. Klarze Zientkowskiej dziękuję za możliwość wykorzystania namalowanej przez nią sowy.
(ed.)



środa, 15 lutego 2017

Co się śni dzieciom?

Przed feriami na "Ćwiczeniach z myślenia", warsztatach dla dzieci w wieku 6-9 lat w Lichnowach k. Chojnic, było o snach. Skąd się biorą? Czemu jedne zapominamy, a innych nie? Czy czemuś służą? Czy je lubimy?

A co się śni?

Sami zobaczcie :)
























Dziękuję Patrykowi, Tomkowi, Nikodemowi, Roksanie, Kornelii i Dawidowi za rysunki :)

I przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ich publikację - przez ten czas walczyliśmy z naszymi własnymi ograniczeniami, ograniczeniami oprogramowania komputerowego, a wreszcie z wirusem.

(ed)


piątek, 3 lutego 2017

Dwie książki do biblioteki szkolnej w Lichnowach

"Ćwiczenia z myślenia", które prowadzę w Lichnowach, są dofinansowane przez Sołectwo Lichnowy. Wspierają nas też Wydawnictwo Dreams i Zakamarki, dzięki którym Fundacja Zarzewie mogła podarować bibliotece szkolnej dwie książki:



i




Serdecznie dziękujemy za wsparcie. I zachęcamy do korzystania z biblioteki szkolnej :)

wtorek, 31 stycznia 2017

O sile uwagi

Na "ćwiczeniach z myślenia" w Lichnowach koło Chojnic bawimy się, rysujemy, lepimy z modeliny, ćwiczymy uważność i rozmawiamy o różnych rzeczach. Często o tym, co czujemy w różnych sytuacjach, i dlaczego czujemy to, co czujemy.

Siła uwagi skierowanej na uczucia i potrzeby dzieci jest niezwykła. Jestem w stu procentach przekonana - jako mama - że to dzięki niej dzieci budują swoją własną siłę, tzn. wiarę w siebie, i siłę do rozumienia i akceptacji innych.




Dam przykład.
Felek po dwóch tygodniach ferii wrócił do przedszkola. Chodzi do przedszkola od września. Ma 3 lata. Przez dwa tygodnie był ze mną. Trudno mu się było rozstać. Ale okazał to dopiero przy wejściu do przedszkola. Dookoła inni rodzice i dzieci. Kiedy Felek protestował, że nie chce zostać, inny chłopiec się rozpłakał. Duża wtedy jest pokusa, żeby powiedzieć: "natychmiast przestań krzyczeć!" albo co gorsza "ale z ciebie mazgaj! a ja chciałam mieć zucha!". Można jednak przytulić i powiedzieć: "czy protestujesz, bo wolałbyś zostać z mamą?" "czy trudno ci się ze mną rozstać?". Felek nie odpowiedział. Siedzieliśmy jeszcze kilka minut na ławce w szatni i się tuliliśmy. Czułam, że mu trudno. Po kilku chwilach miał siłę zostać. Co nie znaczy, że na drugi dzień sytuacja się nie powtórzyła. Tę siłę buduje się długo i cierpliwie. Ale kropla drąży skałę.

Nie bójcie się uczuć swoich dzieci. Nawet jeśli chodzi o złość i zdenerwowanie. Nie ma złych uczuć. Wszystkie coś nam mówią o nas i o innych. Ta wiedza jest bezcenna. A otwarcie na nią oczu daje siłę.

Dodam, że ja nauczyłam się to rozumieć za sprawą treningu "porozumienia bez przemocy". Gorąco polecam "Wprowadzenie do porozumienia bez przemocy" M. Rosenberga.

Zajęcia z uczuciami w roli głównej to kropla w morzu potrzeb. Najważniejsza jest zwykła codzienna praktyka. To nie tajemnica, że rodzice odgrywają tu najważniejszą rolę.

(ed)



poniedziałek, 21 listopada 2016

Sukces i wyzwanie - w sprawie chojnickiego dworca po raz drugi

A więc będziemy mieli nowy dworzec. W swoim liście otwartym adresowanym do burmistrza Chojnic (na który do dziś nie dostałem odpowiedzi) proponowałem danie sobie czasu na poznanie znaczenia, jakie dworzec i otaczająca go przestrzeń mają dla osób, które z niej korzystają i w niej żyją. Na refleksję, jaki będzie wpływ modernizacji na środowisko nie tylko naturalne, lecz również psychospołeczne.

Stało się inaczej: – Dużo ryzykowałem, ale dzięki temu nie opóźniłem tej inwestycji o rok, tylko możemy w tej chwili przygotowywać przetargstwierdził Arseniusz Finster. Ja podtrzymuję swoje zdanie, co nie zmienia faktu, że się cieszę. Zgadzam się bowiem z burmistrzem, że obecnie korzystanie z dworca jest udręką. Zwłaszcza gdy chce się pieszo dostać do miasta bądź zaparkować w porze odjazdów czy przyjazdów ważnych pociągów.

Podtrzymuję swoje zdanie wyrażone w liście, co nie zmienia faktu, że uważam, iż Finsterowi należą się gratulacje. Potraktował temat modernizacji ambicjonalnie, chyba też bardzo osobiście. Zaangażował się – i dzięki determinacji osiągnął cel.

To wielki splendor, ale i wielka odpowiedzialność. Teraz burmistrza, a wraz z nim nas wszystkich czeka realizacja zamierzenia. Jesteśmy w sytuacji analogicznej do tej, w jakiej znajduje się pacjent, gdy po wielu latach pojawia się szansa przeprowadzenia operacji ważnego organu. Jeśli się powiedzie, może ona przywrócić sprawność i podnieść komfort życia. Ale szansa jest tylko jedna. Kolejnej nie będzie przez lata, być może nigdy.

O tym, że ryzyko jest duże, można przekonać się chociażby wyruszając w podróż do Piły. Tamtejszy dworzec główny został rok temu oddany do użytku po remoncie kosztującym prawie 20 mln złotych. Jest pięknie odnowiony, z dbałością zarówno o nowoczesność (windy dla wózków), jak i odtworzenie detali architektonicznych. Jest piękny – ale poza tym niewiele się zmieniło. Nadal straszy pustką, która jest nawet bardziej dokuczliwa, bo podkreślana urodą przestrzeni. Ludzie pospiesznie przemykają, wszędzie wiszą kartki „do wynajęcia”. Miały być handel i gastronomia. Ale nie ma.

Pilski dworzec jest niczym jajko Fabergé – piękna i zdobna, ale w sumie jednak wydmuszka. Co gorsza, jego wewnętrzna martwota dokładnie odpowiada społecznej pustyni, pośrodku której on stoi. Dworzec w Pile w ogóle nie jest związany z przestrzenią miasta. Pozostaje na jego uboczu, niewłączony, nieistotny, obojętny. Coś ważnego się nie udało. Czegoś zabrakło. Moim zdaniem właśnie diagnozy przyczyn, dla których dworzec nie istniał i nadal nie istnieje w przestrzeni psychospołecznej miasta.

Inny wymiar ryzyka również pochodzi z sąsiedniej Wielkopolski. Jest nim dworzec główny w Poznaniu, który po modernizacji z okazji Euro 2012 przemianowano na Zintegrowane Centrum Komunikacyjne „Poznań City Center”. Z powodu swojej niefunkcjonalności został przez wpływowego krytyka architektury Filipa Springera nazwany najgorszym dworcem w Polsce.

W Chojnicach nie mamy już czasu na diagnozy i refleksje. Przetarg ma być rozstrzygnięty na początku przyszłego roku. Zróbmy jednak tyle, ile można, aby modernizowany dworzec włączyć w życie miasta i okolicy nie tylko fizycznie (za pomocą ścieżek rowerowych czy linii autobusowych), lecz również mentalnie i emocjonalnie. Aby nie był tylko martwym zabytkiem czy równie martwą wizualizacją.

Zacząć należy, moim zdaniem, od publicznych, otwartych rozmów o koncepcji, która ma być realizowana – ilu z Państwa miało przyjemność z bliska obejrzeć jej wizualizację? Wszystkie wyrażone przy tej okazji myśli, potrzeby, emocje, propozycje mogą posłużyć do nasycenia koncepcji żywą treścią. Należy również wykorzystać okazję, jaką stwarzają konsultacje społeczne planowane przy okazji rewitalizacji tzw. dzielnicy – nomen omen – dworcowej. Może do ponownej rozmowy, tym razem w szerszym gronie, zaprosić wojewódzką konserwator zabytków i spróbować przekonać ją do swobodniejszego potraktowania budynków dworcowych? Takiego, który zachowa dziedzictwo dworca, nie zamieniając go przy tym w martwy eksponat. Może warto zastanowić się, w jakich miejscach chojniczanie chętnie przebywają, może poobserwować, a na pewno wprost zapytać. Wykorzystać ich kreatywność. Może warto zapytać o przyszłość kolei w Chojnicach, ale też o jej przeszłość. O rolę w budowaniu tożsamości miasta.

To tylko garść pomysłów na początek. Myślę, że dość łatwo wygenerować o wiele więcej. Być może o wiele lepszych. Trzeba tylko zacząć rozmawiać. Wtedy naprawdę jest szansa, że operacja na otwartym sercu Chojnic się powiedzie. Że dworzec nie tylko odzyska blask, ale stanie się tętniącą życiem częścią miasta. Przyczyniając się do osiągnięcia celów zapisanych w miejskiej Strategii rozwoju, zgodnie z którą w roku 2020 Chojnice będą miastem ludzi bardziej aktywnych, gospodarnych, otwartych i kreatywnych.

środa, 5 października 2016

Czy Tomasz Beksiński za mało dostawał w dupę?

Monika Małkowska w recenzji filmu Ostatnia rodzina pisze o Tomaszu Beksińskim:
Histeryk, egotyk, prawie paranoik... Buntownik bez powodu. Nie wiadomo, przeciwko czemu protestuje. Nie lubi tatusia, bo ten nie dał mu nigdy w dupę? Nienawidzi mamusi, bo ta mu posprzątała bałagan? Dręczy zainteresowane nim dziewczyny – bo nie wykazują zrozumienia dla jego wiecznie mrocznych klimatów? Bo nie chcą być narzeczonymi wampira?
Rodzice kupili mu mieszkanie – też źle? Bo za blisko? Ale skoro synek straszy samobójstwami, to chyba oczywiste, że chcą mieć go na oku?
Swego czasu w podobnym duchu pisała Bożena Janicka o bohaterkach Przerwanej lekcji muzyki:
Brakuje [...]  przede wszystkim autentycznego dramatu. Bo to nie jest dramat, że jakaś dziewczyna postanowiła na pewien czas uciec przed życiem do luksusowego sanatorium, przeżywa bowiem trudności okresu dojrzewania, przespała się nie wiadomo po co z nauczycielem, połknęła fiolkę aspiryny (tak, aspiryny) i popiła wódką oraz nie chce jej się studiować. Wybierając sanatorium, intuicyjnie wiedziała, co robi; prawdziwe dramaty czekały na nią raczej w normalnych warunkach.
Nie wiem, czy T. Beksiński - tak jak bohaterka Przerwanej lekcji... - spełniał kryteria diagnostyczne zaburzenia osobowości. Wiem natomiast, że w podobny sposób często odbierane są osoby, które na zaburzenie osobowości cierpią. Często są oceniane dokładnie w taki sposób, jak robią to Małkowska czy Janicka - jako osoby leniwe, rozpieszczone, niedojrzałe etc. Jest to niesprawiedliwe, krzywdzące i niewnoszące niczego. A co najmniej jednostronne.

Zdaję sobie sprawę, że osoby cierpiące np. na zaburzenie osobowości typu borderline są faktycznie trudne we współżyciu. Często wprowadzają duży ładunek napięcia i destrukcji. Oraz ogromną niestabilność. Na ogół mimo młodego wieku mają za sobą długą historię niepowodzeń, obejmującą wiele bądź wszystkie obszary życia. W sferze wewnętrznej chodzi o stale odczuwane napięcie i cierpienie psychiczne wynikające często z linii życia wypełnionej zaniedbaniami, nadużyciami, deficytami i traumą. W sferze zewnętrznej przekłada się to na utrwalony, choć nieuświadomiony wzorzec zachowania się w sposób niestabilny, na ogół - (auto)destrukcyjny.

Mam za sobą lata pracy z ludźmi cierpiącymi na zaburzenia osobowości. Lata wypełnione często frustracją, bezsilnością, złością i innymi emocjami podobnymi do tych przenikających teksty Małkowskiej czy Janickiej. Czasem naprawdę chce się po prostu dać w dupę. Trudno patrzeć, jak ktoś marnuje sobie życie. Jak przysparza cierpienia sobie i innym. Jak się tnie czy zabija.

Po latach pracy z pacjentami wiem jednak również, że istnieje ból psychiczny nie do zniesienia. Że istnieje wrażliwość tak ogromna, jakby brakowało najcieńszej nawet skóry. Że świat wewnętrzny może być tak zrujnowany, że mimo zasobów bardzo trudno go posklejać i jakoś żyć. Że osoby te ranią broniąc się przed zranieniem. Że bez próby zrozumienia są skazane na cierpienie, degradację, często samobójczą śmierć.